Biblioteka, czy warto do niej zapisać dziecko?



Pamiętam czasy kiedy po kilka razy w tygodniu z naręczem książek biegałam do pobliskiej biblioteki. Czasy, kiedy miałam 6 lat i po raz pierwszy powędrowaliśmy z zerówki do biblioteki. Książki uwielbiałam od dziecka, więc poczułam się, jak w raju. W latach mojej młodości nie wszystkie książki były na wyciągnięcie reki. Możliwość wypożyczenia wymarzonej pozycji była dla mnie jak gwiazdka. Przepadłam! Aż pewnego dnia, przestałam do niej zaglądać.


Porwały mnie studia, praca i chęci posiadania własnej pokaźniej biblioteki. Kiedy Gabryś skończył trzy lata, postanowiłam rozpocząć jego przygodę z biblioteką. Wyrobiliśmy kartę młodemu czytelnikowi i zaprowadziłam go pomiędzy regały przepełnione po brzegi książeczkami wszelkiej maści. Od tego czasu w bibliotece jesteśmy częstymi gośćmi. Po kilku latach, pojawiła się w domu kolejna karta biblioteczna, tym razem należąca do mojej córki.

Dziś nasze wypady do biblioteki wyglądają tak, że ja idę do części dla dorosłych, a dzieciole same buszują pomiędzy regałami i wybierają pozycje dla siebie. Patrzę na nich z boku i pękam z dumy. Mam nadzieję, że ta miłość do książek pozostanie w nich na zawsze.

Czy warto zapisać dzieci do biblioteki publicznej?

Chyba nie muszę Wam pisać, że Tak, Tak i jeszcze raz TAK!!!


  • dzięki własnej karcie i wypożyczaniu książek na swoje konto, uczymy dzieci samodzielności  i poszanowanie do cudzej własności,
  • dzieci mogą samodzielnie dokonać wyboru, a do pomocy przy ewentualnych wątpliwościach zawsze mogą posłużyć ogromna wiedza pań bibliotekarek,
  • poznają nowe miejsca i nawiązują nowe relacje, 
  • kształtujemy gusta czytelnicze,
  • dzieci naprawdę czują się docenione, ta magiczna karta biblioteczna to taki mały krok do dorosłości,
  • możemy korzystać z innych zajęć w bibliotece  - warsztaty, pokazy książkowe itp.oraz różnych sprzętów znajdujących się w niej.


Pomimo tego, że  w naszym domu ksiąski możemy znaleźć dosłownie wszędzie, dla nas biblioteka jest niezastąpiona. Znajduje w niej wiele tytułów nieodstępnych już na rynku wydawniczym. Większość bibliotek publicznych jest rewelacyjne zaopatrzona, dzięki czemu często wypożyczamy nowości i po tygodniu już wiem czy dana książka powinna trafić na nasze półki. Tak było z właśnie z  ksiazka "Historie zamiecione pod dywan".

Mocno liczę na to, że ta pasja i miłość do książek wraz z wiekiem będzie się pogłębiać. Jeśli jednak dzieciole nie pójdą w moje ślady to wiem, że zrobiłam co się dało, żeby owa szansa mogla zaistnieć :)














Udostępnij:

Komentarze

5 komentarze:

  1. Sprytna odważnie zniosła decyzję o wypadzie do biblioteki, założyła konto dziecku i w kalendarzu zaznaczyła jeden dzień w miesiącu na odwiedzanie tego przybytku. I dobrze zrobiła :-) sama sobie wypożycza książki na koncie córki. obowiązuje podział 5:1 ! 5 bajek Zosi i jednak książka matki.niestety w rodzinie gdzie czyta się tak dużo nie uchroniło nas to wcale od nagminnego odwiedzania księgarni i kupowania książek :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to doskonale, u nas książek nigdy dosyć:) Swoją drogą ja na kartę dzieci też często wpożyczam swoje pozycje:)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas jest odwrotnie... mamy w sumie 4 karty - ja, mąż, 8latek i 5latka. Zazwyczaj wynosimy 20 książek dziecięcych z jednej biblioteki. Po czym odwiedzamy kolejną - wojewódzką - i powtarza się to samo. Najczęściej to ja muszę decydować, co ze stosu "chcemy" nie zmieści się tym razem w ramach limitu kart...
    Plus, oczywiście, pełne regały w domu i zakupy książkowe min. raz w miesiącu. A najczęściej kilka razy w miesiącu. Syn, w pierwszej klasie, czyta kilka kilkuset stronicowych komiksów tygodniowo. Albo 200 stron Tomka łebskiego w popołudnie...
    Muszę go na pole wyciągać :))) zanim mu kręgosłup od siedzenia i czytania pęknie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanatastyczną jesteście rodziną:))) Mole ksiązkowe to zdecydowanie moje klimaty:)

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)