Historia dobrego uczynku



Każdy z nas chce dawać dzieciom dobry przykład i muszę przyznać, że w praktyce jesteśmy prawie perfekcyjni. Tylko wtedy przychodzi taki dzień, kiedy ktoś rzeczywiście potrzebuje naszego "dobrego serca". Niestety większość z nas dokładnie wtedy zapomina świecić przykładem... przechodzimy obok, nie widzimy albo widzieć nie chcemy. 



Kilka dni temu stałam w kolejce. Kolejka szła całkiem sprawnie, do czasu kiedy do kasy podeszła staruszka. Mała, przygarbiona Pani opatulona szalem i czapką. Na dworze tego dnia było wyjątkowo ciepło, a ona miałam wrażenie zamarza. Kasjer policzył trzy kajzerki i tanią konserwę rybną. Pani pomalutku zaczęła odliczać należność. Widziałam zniecierpliwienie na twarzy ludzi oczekujących, natomiast sam kasjer na spokojnie pomagał Pani odliczyć należność. Zoja zaczęła płakać i widziałam, jak starsza Pani zaczyna nerwowo się rozglądać obawiając się buntu oczekujących. Staruszka stanęła z boku, kolejka dalej posuwała się do przodu i kiedy miała przyjść już moja kolej, ponownie podeszła do kasy. Tym razem trzęsącą się ręką podała kilka woreczków z miedzianymi monetami, prosząc o zamianę na większy nominał. Na każdej z siateczek była napisana kwota, jednak kasjer ponownie musiał odliczyć kwoty. Zoja wtuliła się we mnie i przestała marudzić. Pani wymieniła pieniądze i podziękowała mówiąc, że już dawno nikt nie była dla niej taki miły i cierpliwy bo ludzie się strasznie spieszą i denerwują, że "ona taka powolna". Pani wyszła ze sklepu drepcząc pomalutku. Przed sklepem ponownie ją zobaczyłam i powiedziałam "do widzenia'. Właśnie wtedy staruszka podeszła do mnie i powiedziała żebym doceniła to malutkie dzieciątko wskazując na Zoję, bo ona już jest sama na świecie i wie, że nie ma nic gorszego niż samotność. Przeszłyśmy razem kawałek i kiedy Pani już mnie opuściła łzy popłynęły mi strumieniem. Nie chciała ode mnie nic szczególnego, nie chciała żeby odprowadzić ją do domu, ani pomóc przejść przez ulicę ona chciała zamienić kilka słów z drugą osobą. Jak sama powiedziała nikt teraz nie ma czasu na rozmowy. 

Historia ta miała miejsce kilka dni temu, a ja do dziś żałuję, że nie zaprosiłam Pani na herbatę do pobliskiego osiedlowego baru. Ani ja, ani kasjer nie zrobiliśmy nic szczególnego, a ta starsza Pani dziękowała nam za normalne ludzkie odruchy. Może czasami zwolnijmy tempo i rozejrzyjmy się dookoła. 

Tego samego dnia byłam świadkiem pięknego wydarzenia. Pewien rezolutny, mały chłopiec nie miał tyle szczęścia co jego rówieśnicy i o większości rzeczy mógł jedynie pomarzyć. Nigdy nie widziałam go ze sprzętem sportowym czy zabawkami. Pochodzi z wielodzietnej rodziny, gdzie najbliżsi nie stronią od trunków. Bardzo lubię tego dzieciaka, bo pomimo niezbyt ciekawego "domu" on sam reprezentuje sobą naprawdę dużo. Miły, uczynny i bardzo koleżeński. Kilka dni temu pewna dobra dusza podarowała mu rower, który stał u niej zapomniany. Od tej pory widzę go codziennie na swojej złotej strzale, jak mknie z kolegami alejkami. Dla kogoś ten sprzęt nie miał większego znaczenia, a ten podarowując go w prezencie temu chłopcu sprawił, że jest on wniebowzięty. Dziś siedząc na placu zabaw, postawił obok mnie swój nowy nabytek. Powiedziałam, że ma bardzo fajny rower. Wiecie co usłyszałam? - "Dziękuję, jest najlepszy". No i ten błysk w oku :)

Warto dawać dobro innym, ono zawsze wraca!

Udostępnij:

Komentarze

3 komentarze:

  1. Bardzo wzruszająca historia. Ale to prawda, mały gest potrafi zdziałać cuda!

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie o to w życiu chodzi, przynajmniej moim zdaniem, o drobiazgi, bo to one składają się na wielkie rzeczy :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś natknęłam się na jakiś cytat, który mówił o tym, że bycie dobrym człowiekiem, to posiadanie otwartych oczu i uśmiechanie się do przechodniów. I zgadzam się, magia tkwi w szczegółach, w najmniejszych rzeczach. :) Piękna historia. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)