Płachata na byka, czyli nie mów już nic więcej!



Sezon podwórkowy zbliża się ku końcowi i mam wrażenie, że część społeczeństwa bardzo się uaktywniła czując jesiennie powietrze. Starszyzna zaczyna działać włączając tryb "ja Ci powiem, jak należy wychować dziecko". A myślałam, że to już za mną...złudne nadzieje. Po ponad 8 latach nadal pewne teksty działają mi mocno na nerwy...Dziś o tym co podnosi mamom ciśnienie i nie mam tu na myśli pysznej kawy:)




Nie wiem czemu, ale ludzie lubią mi udzielać rad. Kiedy widzą mnie z trójką dzieci odrobinę stopują, ale coś tam zawsze szepną. Po kilku latach  przyjęłam inną taktykę i zamiast wdawać się w polemikę, mówię bezpośrednio do moich dzieci. Chyba, że trafiamy na wyjątkowo upartą jednostkę...ale wtedy to już wiecie asertywność matki jest na wyżynach:)


1. "Ale nie dotykaj tak jej, ona jest malutka" -  wystarczy, że zostawię Gabrysia lub Nelkę
Z Zojką na minutę w kolejce do kasy. Już jakaś urocza Pani zaczyna im prawić morały. Szlak mnie trafia, bo starszaki są naprawdę bardzo czułe w stosunku dla Zoi. Młoda się śmieje podczas gilgotania i nagle głos za wózka z reprymendą. WTF? Efekt jest taki, że oni natychmiast patrzą z przerażeniem co zrobili swojej młodszej siostrze...moja reakcja? Spokojnie mówię do starszaków, że Zojanna się śmieje i ona uwielbia ich wygłupy więc mogą bawić się dalej.

2. "Pani da jej tego batonika/lody itp."- odpowiedź, że jeszcze jest za mała nie jest uznawana za odpowiednią. Ostatnio pewien pan dał Zoi lizaka, bo uwaga, uwaga tak się na nie patrzyła to na pewno ma ochotę. Młoda szczęśliwa złapała nową zdobycz, po czym oddała starszej siostrze. Wspomnę tylko, że powiedziałam Panu wcześniej, stał przed nami w  kolejce, żeby nie kupował jej żadnego lizaka bo ona nie je takich rzeczy. Ale co tam, moje słowa:/

3."A gdzie czapeczka?"...powiedziała to Pani w koszulce na ramiączkach:) Chyba śmiało mogę powiedzieć, że temat ubioru dzieci to jeden z ulubionych jeśli chodzi o złote rady. Kiedy ostatnio Pani mnie zrugała, że Zoją tak cienko ubrana, uśmiechnęłam się i powiedziałam, że my jesteśmy "bezczapkowi":) Mina bezcenna:)

4."taka duża dziewczynka i płacze" "Nie płacz bo jesteś brzydki"- mam ochotę głośno krzyknąć Kur...mać. Kiedy dziecko płacze, przytulam je do siebie i mówię, że każdy ma prawo do łez. Czekam aż się uspokoi i rozmawiam co się stało. Nie wchodzę w dyskusję, tylko skupiam się na moim dziecku, zazwyczaj Pani słysząc milknie i dziwnie szybko zmienia ławkę:)

5."Karmi pani?" - tak, całą trójkę:) Co to w ogóle za pytanie? Ostatnio podeszła Pani do mnie , widząc, że karmię Zoję i zapytała się czy ona dostaje coś jeszcze bo już taka duża to samo mleko nie wystarczy...zamurowało mnie. Ale Pani czekała na moją odpowiedź, więc zapytałam się gdzie kończyła wydział żywienia? Pani zdziwiona, burknęła pod nosem i odeszła. A już myślałam, że mało rzeczy mnie zdziwi, porady dietetyczne już za mną.

6."Bo Cię zabiorę" - dostaję piany na ustach, kiedy ktoś straszy moje dziecko. W tym przypadku mówię kategorycznym tonem, że nie życzę sobie aby dana osoba straszyła moje dzieci. A do dzieci mówiłam, że nikt ich nigdy nie zabierze. Od pewnego czasu nie słyszę "starszaków"...ale na placu zabaw słyszałam mamę, która do dziecka powiedziała, że jak nie będzie się dzieliło to przyjdzie baba jaga i je zabierze...szczękę zbierałam z chodnika.

7. "Nie biegaj bo się spocisz/ubrudzisz"...ale, że co? Ma siedzieć na ławce i oglądać inne dzieci? Nie po to przychodzimy na plac zabaw:) Uwielbiam jak ktoś mówi mi my, że tak ładnie ubrałam dzieci więc teraz niech lepiej nie biegają.nie bawią w piaskownicy , a już w ogolę nie grają w piłkę bo się ubranka pobrudzą.

A na Was jakie teksty działają lepiej niż kawa?:)

Udostępnij:

Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)