Wycieczka za miasto, czyli jak rodzinnie spędzić czas.



Jesień kojarzy mi się przede wszystkim z feerią barw, kubkiem gorącej herbaty i ciepłym swetrem. Kiedy pytam dzieci o ich skojarzenia z jesienną usłyszałam o kubku kakaa, wojnie na liście i o dyniach, które wycinamy i jemy. No właśnie, a jak już mowa o dyniach to jak co roku postanowiliśmy wybrać się "do ich świata".



Październik rozpieszcza nas pogodowo, więc postanowiliśmy wyruszyć na całodzienną wycieczkę do Wieliszewa mieszczącego się 30 kilometrów od Warszawy. W Dyniolandzie byliśmy po raz pierwszy, ale zdecydowanie nie ostatni. Zabawa była przednia i bardzo smaczna.

Dziecko na plecy i ruszamy!


A niektórzy ostrzą pazurki na pyszną dynię...


A niektórzy nie mogą wyjść z podziwu ile jest gatunków tych pomarańczowych większych i mniejszych kul...


W międzyczasie można się zregenerować w huśtawce


lub u tatusia na rękach:)


Ostatecznie, jak tata nie ponosi można wskoczyć na hamak,


który jak widać udźwignie wiele :)


Rodzinna zajęta bujaniem, więc Zojanka postanowiła pójść na szaber. Chyba nie wie o tym, że w Dyniolandzie dynię można kupić i wynieść na legalu :)


-  Mamooo widziałaś, że Zoja chciała zwędzić dynię :)


Humor nie zawsze dopisywał, ale uratowaliśmy sytuację!


Każda mała Amazonka ma na twarzy banan, kiedy widzi konia... nie ważne, że ze słomy!


Poszły konie... po słomie :)


"Halo" koniec tych wycieczek, zobaczcie co tu jest!


Tyle towaru, więc na pewno gdzieś tu można zjeść coś dyniowo-pysznego? :)


 Jedzenie, mówisz? - no to lecimy!


Wybierajcie, z której chcecie jeść pyszności?


Uuups, chyba dynia to jednak nie to!


Jak widać, nie płeć piękna w naszej famili jest zdecydowanie fanką dyń


Dawaj dzioba mała, dobre co nie? :)


Oj, nie mogę na to patrzeć!


 To co ciasteczko?


Takie było dobre, że z rozpędu chciała zjeść widelec :)


 Po napełnieniu brzuchów czas na relaks na plaży...


Matka niedobra, nie dała się bawić w piasku w końcu miało być aktywnie!


Postrzelaliśmy z łuków, pograliśmy w badmintona


Dzieci pobawiły się rolników i poznały smak mojego dzieciństwa pokładając się w życie



Ale zdecydowanie największy fun mieli w labiryncie słomianych bal!

Dawaj Nela! Wciągam Cię!



 Znajdź mnie, jeśli potrafisz...skubana zgubiła się mi :) Ups!





 Chyba nie muszę pisać jak było... za zdjęcia naszej szalonej rodzinki dziękuje najlepszej Agnieszce.

Udostępnij:

Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)